Wymagane jest uaktualnienie wtyczki Flash Player.
Wymagane jest uaktualnienie wtyczki Flash Player.
Biuletyn Informacji Publicznej
 
Wymagane jest uaktualnienie wtyczki Flash Player.
Kochasz dzieci nie pal śmieci
RSS

autora o inicjałach T.B.

 

      Za parkiem ozdobnym, który otaczał pałacyk w Potoku, idąc w kierunku pólnocno-zachodnim, zbliżamy się do parku, o charakterze leśnym, potocznie zwanym "Brzeźnik". Po opuszczeniu gościnnego Potoka, stajemy na utwardzonej, obsadzonej pięknymi topolami alei. która prowadzi nas w głąb parku-lasu. Po przejściu kilkuset metrów dochodzimy do skrzyżowania, z droga prowadząca z Rakszawy do Żołyni, popularnie zwaną drogą Turskiego. Droga ta do dziś od strony Żołyni zachowała charakter alei, obsadzonej pięknymi dębami. Przekraczamy pierwszy szlaban, za nami aleja topolowa, a przed nami z lewej strony..Dębowiec" ze swoimi starymi drzewami. Dalej wchodzimy na piękną aleje nazywaną też linią: zieloną, szeroką lub barierową. Ostatnie określenie wzięło się z faktu, że rozmieszczone tam były przeszkody i bariery (podobne do dziś stosowanych na zawodach hipicznych).
To właśnie tu, w cieniu pięknych drzew, zaproszeni goście hr. Potockiego mogli podziwiać umiejętności jeździeckie swoich ulubieńców, do których należał wspomniany jeż wcześniej Jan Kuszaj.
Jedną z wielu alejek udajemy się w kierunku zachodnim i dochodzimy w okolice stawów i miejsca, gdzie dawniej była leśniczówka. Jeżeli w poprzednich sekcjach. drzewostan w większości stanowiły sosny, jodły, świerki, a drzewa liściaste były jedynie dekoracją, tutaj większość drzewostanu stanowiły wspaniałe stare dęby i buki. Sosna, jodła i świerk były tu jedynie pięknym tłem dla złocistych dębów i czerwieniejących jesienią buków.
Budynek mieszkalny leśniczówki stał w miejscu, gdzie obecnie stoją 3 krzyże. W pięknym ogrodzie, otoczonym świerkowym żywopłotem, obok budynku mieszkalnego, były też zabudowania gospodarcze. Po tej samej stronie, w małym wątoku, był mały staw, podzielony przegrodami, przykryty gontowym dachem, którego boki zabezpieczała metalowa siatka. Nosił on nazwę "zimochów" albowiem był wykorzystywany jako zimowa przechowalnia narybku.
Idąc w dół dochodzimy na brzeg stawu, gdzie przy jego końcu od strony dużego wątoka znajdował się piękny biały mostek, niegdyś ulubione miejsce spacerowe i miejsce romantycznych spotkań. Drugi podobny mostek znajdował się w tym samym wątoku, w okolicach tzw. lisich jam, tam też stał piękny grzybek, pod którego ogromnym kapeluszem można było posiedzieć i odpocząć.
Ciekawie wyglądał "domek rybaka", stojący na brzegu największego stawu, od strony południowej. Służył on do przechowywania sprzętu rybackiego, a jego podcienia wsparte na kolumnach, nieraz dawały schronienie przed deszczem.
Następnie dochodzimy do stawu, gdzie znajduje się romantyczna wysepka. Początkowo był jeden duży staw, nie było stałego przejścia na półwysep jak obecnie lecz przechodziło się romantyczną zadaszona kładką. Wszystkie aleje, linie, leśne ścieżki i inne urządzenia na terenie całego "parku" były starannie utrzymywane i służyły nie tylko hrabiemu i jego gościom, ale również miejscowej ludności a zwłaszcza młodzieży.
Dzisiaj z tych subtelności estetycznych nie pozostało nic, prócz starych zdjęć. Brzeźnik to nie tylko las, woda i zabawa, ale także miejsce wielu spotkań o charakterze patriotycznym. Już w larach międzywojennych w Brzeźniku organizowane były wakacyjne obozy harcerskie z Łańcuta i Rzeszowa. Na spotkania z harcerzami zapraszano miejscowa ludność, która miała możliwość posłuchania wiadomości o Rakszawie, jakimi dysponowali uczestnicy organizowanych konkursów. Pan Stanisław Dec wspomina, że jedno z pytań brzmiało: gdzie w Rakszawie znajduje się kraina wschodzącego słońca, odpowiedzią było: koło lisich jam.
Pamiętam jeden z pierwszych powojennych obozów (1945 lub 46 rok) zorganizowany na wysepce przez krakowskich skautów i harcerzy. Czuło się, że przebywający na tym zgrupowaniu harcerze i harcerki przeszli lata okupacji i wielu z nich czuło jeszcze smak wojennego prochu. My, młodzi rakszawscy chłopcy chodziliśmy popatrzeć na prowadzone tam ćwiczenia i posłuchać śpiewanych przy ognisku pieśni.
W latach późniejszych miejscem harcerskiego obozowania stal się plac, gdzie dawniej stała leśniczówka. Organizatorem była przeważnie Rzeszowska Horągiew ZHP.
Opowiadając o Brzeźniku nie sposób nie wspomnieć lat okupacji. To właśnie leśniczówka i jej najbliższe otoczenie stało się w czasie wojny w miarę bezpieczna oazą dla ludzi działających w konspiracji. Gospodarzem leśniczówki i całego terenu był w tym okresie p. Walenty Chudzik, który mieszkał tu z całą rodziną. Tu spotykała się młodzież na wykładach i egzaminach tajnego nauczania. W młodniku miedzy Łysa Górą a leśniczówką mieściła się zamaskowana polana, miejsce spotkań żołnierzy AK. Prowadzono tu szkolenia z bronią, stad wyruszano na akcje. Leśniczówka leżała na drodze pomiędzy magazynem broni i amunicji, który mieścił się w cegielni pana Stefana Walczyka, a wytwórnią granatów w Potoku. Tędy przechodzili łącznicy z podziemną prasą i innymi materiałami. Obydwaj gospodarze, pan Chudzik z Brzeźnika i pan Bardian z Potoka, byli serdecznymi przyjaciółmi. Udzielali sobie wzajemnie informacji i konspiracyjnych rad. Obydwaj wiedzieli, co działo się na ich terenach.
Jakie musiało być zdziwienie, kiedy pod koniec kwietnia 1944 roku znajomy leśny z lasów leżajsko-julińskich, pan Szozda, około 4-tej nad ranem przywiózł furmanką do Brzeźnika człowieka ubranego w przyciasnawe ubranie. Nieznajomość języka utrudniało nawiązanie z nieznajomym kontaktu. Wiadomo było, że jest to jakiś rozbitek - lotnik. Przypadek zrządził, że do Rakszawy tuż przed wojną przyjechał w odwiedziny do rodziny, stale przebywający w Ameryce, pan Alojzy Szpunar. Został on przywieziony do leśniczówki i cały dzień tłumaczył. I tak, rozbitek, okazał się brytyjskim lotnikiem o nazwisku T. G. Davies i był człowiekiem załogi samolotu Halifax, na którego pokładzie znajdował się sprzęt i amunicja dla oddziałów AK walczących w lasach janowskich. Lotnika, wieczorem przewieziono do leśniczówki w Smolarzynach, gdzie pod opieka rodziny Jakuba Deca przebywał do zakończenia wojny. Po powrocie, w 1945 roku, do kraju, utrzymywał stały kontakt z p. Decem. Fakty te potwierdzają naoczni świadkowie, m. in. córka pana Chudzika - Maria Dec.
Po wyzwoleniu, pan Chudzik musiał opuścić leśniczówkę. Materiały dotyczące działalności placówki AK włożył do słoja i zakopał w oznaczonym miejscu. Wiele razy po latach starał się odnaleźć te dokumenty, niestety bez skutku. W latach 50-tych pożar zniszczył sama leśniczówkę a pozostałe budynki bardzo szybko rozebrano, czas zatarł ślady. Jest to jeszcze jedna niewyjaśniona rakszawska historia. Pan Chudzik od 1945 podjął pracę w swoim zawodzie w okolicach Karpacza ale i tam został odnaleziony i przesłuchiwany przez odpowiednie służby.

T.B.

Waldemar Natoński
szukaj
Rekrutacja do LO
Rozkład jazdy
Kanał YouTube Urzędu Gminy
Mapa turystyczna Żołynia i okolice
Interaktywna mapa Żołyni
System Informacji Przestrzennej
Boiska ORLIK
Strzelnica sportowa
Wędkowanie w Żołyni
Działki na sprzedaż
GOSPODARKA ODPADAMI
Dla prowadzących działalność gospodarczą
Stacja METEOROLOGICZNA
OGŁOSZENIA DROBNE
Baza firm
środa, 24 maja 2017
144 dzień roku
pn wt śr czw pt so nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
imieniny
Joanny, Zdenka, Zuzanny
Pogoda
Galeria
Mapa dojazdu
Dziennik Ustaw
Monitor Polski
Dziennik Urzędowy Województwa Podkarpackiego
Prawo Unii Europejskiej
Monitorpolski
Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Rzeszowie
Pomoc przedsiębiorcy
HWO
Licznik odwiedzin:0514899
Urząd Gminy Żołynia, Rynek 22, 37-110 Żołynia, pow. łańcucki, woj. podkarpackie
tel.: +48 172243018, fax: +48 172243476, email: urzad@zolynia.pl, http://www.zolynia.pl
Poprawny HTML 4.01 Transitional Poprawny arkusz CSS Poprawne kodowanie UTF-8
projekt i hosting: INTERmedi@
zarządzane przez: CMS - SPI